Po skończonym śniadaniu zmyłam po sobie naczynia. Wróciłam do swojego pokoju. Położyłam się na łóżko. Było tak ciepło i przytulnie, że nie wiem kiedy, tak po prostu zasnęłam. Przyśnił mi się sen. Piękny sen. Taki, który każda dziewczyna kochająca skoki narciarskie chciałaby, żeby się spełnił. - Byłam skoczkinią. Usiadłam na belce startowej. Czekałam na zielone światełko i znak od trenera, żeby oddać swój skok. Pojawiło się. Wzięłam lekki oddech i powoli odepchnęłam się rękoma od belki. Ruszyłam. Nastąpiło wybicie z progu. Piękna, nieruchoma postawa w locie. Lądowanie z telemarkiem. Zadowolona popatrzyłam na tablicę z wynikami. Tak jest! Pokazały się dziewiętnastki i jedna dwudziestka. Wymarzone noty. Uzyskałam prowadzenie w konkursie. Ustałam na miejscu przeznaczonym dla liderki. Zbierali się koło mnie dziennikarze i prosili o wywiady. Chciałam odpowiedzieć, gdy nagle mój sen przerwał głośny dźwięk sms'a. Kurde, dlaczego akurat teraz?! - zapytałam samą siebie. Napisała do mnie Olivia:
- Hej laska, mam nadzieję, że jesteś już gotowa? Będę u ciebie za dwadzieścia minut. Wiem, że to za szybko, ale trzeba zająć jak najlepsze miejscówki. W końcu musimy zdobyć te upragnione autografy od Norwegów, no nie? :)
Spojrzałam na zegarek. Pokazywał godzinę dwunastą. Cholera! Zaspałam! - krzyknęłam na cały dom.
Szybko zerwałam się na równe nogi i podbiegłam do szafy. Nie wiedziałam w co się ubrać. Wyjęłam pierwsze, lepsze ciuchy.
W między czasie rozczesałam włosy i namalowałam na twarzy flagi Norwegii. Po niecałych dwudziestu minutach, w moim pokoju zjawiła się Olivia.
- Ej, dopiero teraz skończyłaś się ogarniać? To co ty robiłaś przez ten czas? - roześmiała się dziewczyna
- No powiedzmy, że tak. Spałam. Ale już nie ważne. Jestem gotowa, więc możemy iść!
- W takim razie chodźmy! - uśmiechnęła się brunetka i wyszła z pokoju, a ja zaraz za nią.
Skocznia nie znajdowała się daleko, bo tylko dwa kilometry od domu. Udałyśmy się piechotą. Byłam bardzo podekscytowana i jednocześnie szczęśliwa, że w końcu obejrzę skoki na żywo. Pomimo tego, że miałam skocznię "pod nosem", nigdy nie byłam na konkursie. Moja przeszłość mi na to nie pozwalała...
Po niecałych dwudziestu minutach dotarłyśmy na miejsce. Usiadłyśmy jak najbliżej skoczni. W końcu zaczął się konkurs. Atmosfera była cudowna, wręcz magiczna. Tłum ludzi znajdujących się na trybunach ponosił skoczków jak najdalej. Ostatecznie konkurs drużynowy zakończył się wygraną Słowenii. Na drugim miejscu uplasowała się Norwegia, a na trzecim Japonia. Konkurs był pełen emocji.
Nadszedł czas na zbieranie autografów. Nie miałam ochoty wpychać się pomiędzy zagorzałe fanki, które pragną zdobyć upragnione autografy. Zdecydowałyśmy razem z Olivią, że to ona pójdzie i zdobędzie je dla nas dwóch.
Minęło dwadzieścia minut, a jej nadal nie było. Zaczęłam się martwić, a jednocześnie marznąć. Napisałam do niej sms'a:
- Gdzie ty się podziewasz? Czekam na ciebie tyle czasu. Zimno mi.
- Jest wielka kolejka. Jak nie chce ci się czekać, to wracaj do domu. Dam radę sama wrócić. Jestem przecież dużą dziewczynką ;)
- Heh, no okay. Pa.
Było mi okropnie zimno. Pragnęłam tylko gorącej czekolady, która rozgrzałaby moje wnętrze. Przy wyjściu znajdowała się budka, gdzie można było kupić sobie coś do picia. Czekałam w kolejce. Przede mną stał pewien chłopak. Nie widziałam jego twarzy. Wiedziałam tylko, że pragnie tego samego co ja. Nagle odwrócił się agresywnie i nie zauważając mojej osoby, wylał na mnie gorący kubek.
- Cholera! Mógłbyś trochę uważać! - krzyknęłam zdenerwowana
- Przepraszam, nie zauważyłem cię!
- Gdybyś uważał, nic by się nie stało idioto! - warknęłam i zaczęłam się wycierać, bo strasznie parzyło mnie w uda.
- A może trochę grzeczniej? Przecież nie zrobiłem tego specjalnie. A z resztą... Chodź, pomogę ci się wytrzeć - oznajmił chłopak i zbliżył się, żeby mi pomóc.
Nie zwracałam na niego uwagi. Wycierałam się chusteczkami, a on mi pomagał. W pewnym momencie coś mi zaświtało w głowie. Jego głos był taki znajomy... Podniosłam do góry głowę. Zamarłam. Nie mogłam w to uwierzyć. Ku moim oczom ukazał się Johan Andre Forfang! Zrobiło mi się bardzo głupio. Był to Forfang, a ja zachowałam się w stosunku do niego tak podle i oschle...
********
Hej! W końcu pojawiła się jedynka :D Przepraszam, że tak późno... Ale wiecie nauka i te sprawy. Do tego wczoraj byłam na wyciecze w Warszawie :) Dziś miałam trochę czasu, żeby go jeszcze dopracować :) Co o nim sądzicie? ;) :)
Pozdrawiam :)

Ciekawie, Johann pomógł Ci wytrzeć uda haha ^^ i wgl fajnie tylko szkoda, że przebieg poznawania się podobny jak w innych blogach. Może jestem taka zrzęda, bo sezon się dziś skończył, ale z niecierpliwością oczywiście czekamy na LGP ;*
OdpowiedzUsuńMara, Ty jak zawsze zaspałaś ;)
Ogółem rozdział mi się podobał i czekam na następny. Przynajmniej to pomaga uciec myślami gdzie indziej :D
Wiesz co, nie miałam zbytnio pomysłu jak ich zapoznać... Więc wymyśliłam za przeproszeniem "takie gówno" :D
UsuńNo ale dzięki :) :D ;*
Ps. Łączymy się w bólu [*]
Świetny ! Przynajmniej nie myślałam o tym , że na 8 miesięcy jestem pozbawiona sensu życia .
OdpowiedzUsuńDziękuję! :) ;*
UsuńSuper!!! Już nie mogę doczekać się następnego :)
OdpowiedzUsuńW wolnym czasie wpadniesz do mnie? :P
Dziękuję :)
UsuńPewnie, że wpadnę :) ;*
Świetny rozdział!! Widzę, że będzie ciekawie :)
OdpowiedzUsuńW wolnej chwili zapraszam do mnie:
http://nevergiveupskijumper.blogspot.com/?m=1
Dziękuję :) :* Na pewno wpadnę! :)
Usuń